Wyszedłem z "matrixa"

Jest to moja osobista strona internetowa, niezależna od jakichkolwiek instytucji czy osób fizycznych, wyraża moje prywatne poglądy na temat Towarzystwa Strażniaca i świadków Jehowy. Mój osąd w tej sprawie kształtował się latami, nie tylko na podstawie przeczytanych lub zasłyszanych informacji, ale przyszedł z trudem doświadczeń i został "drogo opłacony".
By nie czuć się częścią "matrixa", aby samodzielnie kierować swoim losem, razem  z żoną podejmowałem trudne decyzje, a przeżycia z nimi związane upoważniają mnie do stwierdzenia, że Świadkowie Jehowy są jedną z najbardziej radykalnych społeczności religijnych, nietolerancyjnych, despotycznych, prowadzących do destrukcji rodzin.
Jacek Zahorski

Głogów - tu mieszkam:


Całe życie  pod kontrolą

Działalność  każdego świadka Jehowy jest ściśle kontrolowana, nie tylko przez obowiązkowe donosy. Istotną rolę pełnią szczegółowe raporty składane przez każdego członka zboru, a dotyczące efektów jego pracy.
RAPORT GŁOSICIELA:

Starsi zboru ingerują bardzo głęboko w życie prywatne szeregowych świadków Jehowy. Monitorują sposób ubioru, wyglądu zewnętrznego, dobór rozrywki, przyjaciół, a nawet stosunki między małżonkami.

W  zborzez świadków Jehowy  wszystko jest szczegółowo zaplanowane przez  centralę. Zaplanowany jest nawet sposób opracowania terenu:

Szeregowy głosiciel ma za zadanie bezwzględnie stosować wszystkie zalecenia i wykonywać nakazy.


Kim jestem?

Zacznę od przedstawienia mojej żony: Karina Zahorska - świadkiem Jehowy została  z tytułu wychowania w tym duchu przez matkę.  Wiele  lat  była głosicielką , jak większość członków zboru była też uczestniczką Teokratycznej Szkoły Służby Kaznodziejskiej. Ukończyła Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu na kierunku "rachunkowość i finanse przedsiębiorstw". Prowadzi ze mną Biuro Usług Księgowych SKARBNIK. W roku 2010 odeszła od zboru świadków Jehowy. Jest członkiem Stowarzyszenia "WYZWOLENI". Boleśnie odczuła stosowanie ostracyzmu przez bliskie jej osoby pozostające w zborze. Nie potrafi zrozumieć jak to możliwe, że różnice światopoglądowe mogą tak bardzo  oddalić od siebie ludzi, że społeczność mieniąca się chrześcijańską może stosować tak nieludzkie metody wymuszania posłuszeństwa. Jest oburzona nakłanianiem przez Strażnicę do nienawiści.

 

Teraz o mnie: Jacek Zahorski - w roku 1985 mój kolega twierdził: "Świat ma jeszcze na przemyślenie może 5, z górą 10 lat do Armagedonu, bo pokolenie z roku 1914 jest już na wymarciu. Kto nie zostanie świadkiem Jehowy ten zginie", a ja w to uwierzyłem! Strażnica w tamtym czasie głosiła, że koniec tego świata nastąpi za życia pokolenia z 1914r.

W wieku lat 20, wbrew tradycjom i woli całej mojej rodziny, odszedłem od kościoła katolickiego i zostałem świadkiem Jehowy. Byłem głosicielem, pionierem pomocniczym, również uczestnikiem Teokratycznej Szkoły Służby Kaznodziejskiej. Mimo sugestii starszych zboru, że wykształcenie wyższe nie jest przydatne i powinienem się skupić na celach teokratycznych, że czas na naukę lepiej poświęcić na głoszenie "od domu do domu", ukończyłem Akademię Ekonomiczną im. Oskara Langego we Wrocławiu na kierunku "rachunkowość i finanse przedsiębiorstw" oraz podyplomowe studia w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie na kierunku "podatki". Prowadzę z żoną Biuro Usług Księgowych SKARBNIK, od 1998 roku pracuję także jako główny księgowy w Komunikacji Miejskiej Sp. z o. o. w Głogowie.

Hucznie zapowiadany Armagedon nie nadszedł, doktryna o "pokoleniu z 1914r." została zmieniona przez Ciało Kierownicze Towarzystwa Strażnica i stało się dla mnie jasne, że "Niewolnik wierny i roztropny" to wymysł grupy ludzi z Brooklyn'u trzymających władzę.  Ja już wiedziałem, że w młodości popełniłem błąd. W roku 2010, po 25-letniej przynależności, odszedłem od zboru świadków Jehowy. Była  to bardzo trudna decyzja zarówno dla mnie jak i dla mojej żony: długo biłem się z myślami co zrobić, dyskutowałem z żoną. Z jednej strony doktryna Ciała Kierowniczego już mnie raziła, z drugiej jednak strony zżyłem się z tą społecznością, w zborze miałem wielu przyjaciół. Jak się później okazało, przyjaźń ta była bardzo warunkowa, dziś nie jestem świadkiem Jehowy więc nawet nie odpowiadają mi na zwykłe "dzień dobry", z moją żoną postępują tak samo. (Więcej na temat przyczyn odejścia od zboru świadków Jehowy napisałem w temacie: Zapobieganie psychomanipulacji w Związku Wyznaniowym Świadkowie Jehowy str. 7).

Do niedawna byłem członkiem Stowarzyszenia "WYZWOLENI", w którym społecznie pełniłem przez trzy lata funkcję wiceprezesa Zarządu, a którego celem jest uświadamianie społeczeństwa o zagrożeniach płynących z ruchów religijnych skrajnie nietolerancyjnych. Nie mogę się pogodzić z narzuconą przez Strażnicę nienawiścią do mnie, tylko dlatego, że mam inne zdanie. Stosowanie ostracyzmu przez Strażnicę uznaję za postępowanie nieetyczne i sprzeczne z naukami biblijnymi, na które powołują się świadkowie Jehowy, a jednym z jego głównych celów jest utrzymanie członków zboru w niewiedzy.

Zachęcam też do przeczytania mojego wywiadu: Głos Głogowa - Nie jestem niczyim wrogiem


Postawiono mnie i moją żonę przed  Komitetem Sądowniczym za udział w wyborach

Autor: Jacek Zahorski                                                                                                                         

Gdy ja i moja żona byliśmy członkami zboru "Głogów-Dworzec" uznaliśmy, że nie ma niczego złego w wybieraniu swoich przedstawicieli do Sejmu i wzięlismy udział w wyborach. Ktoś doniósł, że braliśmy udział w wyborach parlamentarnych i został powołany w tej sprawie Komitet Sądowniczy.

Na podstawie artykułu ze Strażnicy próbowaliśmy   dowieść  przed Komitetem Sądowniczym, że chrześcijanin (świadek Jehowy) może brać udział w wyborach do Sejmu jeśli tylko jego sumienie na to pozwala. Starsi zboru, pod rygorem uznania nas za odłączonych, wymusili nasze zobowiązanie, że nie będziemy uczestniczyli w głosowaniu. Artykuł, którego nie chcieli zrozumieć, ze Strażnicy z dnia 1.11.1999r. zatytułowany „Jak Świadkowie Jehowy zapatrują się na głosowanie?” (strony 28-29) omawiał ten problem szczegółowo i stwierdzał między innymi:

CZYTAJ DALEJ


Tu chodziłem na zebrania:

Początkowo wszystkie zebrania Świadków Jehowy w Glogowie odbywały się w domach prywatnych, w małych grupach po około 20 osób. Członkowie ośrodka kolejno zapraszali do swoich mieszkań. Dopiero pod koniec lat 80-tych rozpoczęto budowę Sali Królestwa przy ul. Mechanicznej (zdjęcie po prawej). Przez wiele lat to była jedyna Sala  Świadków Jehowy w Głogowie. Do czasu wybudowania drugiej "Sali Królestwa" przy ul. Kasztanowej korzystały z niej wszystkie głogowskie zbory. Brałem czynny udział w jej budowie. Przez wiele lat tutaj uczęszczałem na zebrania. Najpierw należałem do zboru "Głogów - Miasto", później "Głogów - Dworzec", a pod koniec do zboru "Głogów - Piastów". 

 

Druga, wybudowana w późniejszym czasie, "Sala Królestwa" Świadków Jehowy w Głogowie, znajduje się przy ul. Kasztanowej (zdjęcie po lewej). Również przy budowie tej sali miałem mały swój udział. W jednym budynku mieszczą się dwie duże sale dzięki czemu w jednym czasie mogą  odbywać się zebrania dwóch zborów.

Starsi zboru zachęcali nas do włożenia wysiłku w budowę tych sal, nawet do rezygnacji z wyjazdu z dziećmi na wakcje, w celu poświęcenia czasu na budowie. Nie tylko czynnie uczestniczyliśmy we wznoszeniu murów, ale również wpłacaliśmy stosowne składki na sfinansowanie budowy. Kiedy zamiast pójść na budowę, pojechałem z rodziną nad morze, do Poddąbia, próbowano wprawiać mnie w wyrzuty sumienia. Wielu aktywnych świadków przeznaczło swój majątek, np. działkę budowlaną. Zachęcano nawet by nie spotykać się przy kawie, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze wrzucać do skrzynki na budowę ("Organizacja - Dzieje działalności i przemian", Henryk Adamczyk, str. 293).

Obecnie Sale Królestwa nie są jednak własnością głogowskich świadków Jehowy, ale decyzją starszyzny przeszły na własność korporacji Towarzystwa Strażnica, to ORGANIZACJA jest obecnie właścicielem tych nieruchomości. Wysiłek całej głogowskiej społeczności świadków Jehowy, w tym mój osobisty, mojej żony i dzieci, nie wzbogacił lokalnej społeczności, ale i tak już potężną korporację. Łączną wartość tych głogowskich sal szacuję na co najmniej 2 miliony złotych. Położone są w atrakcyjnych rejonach miasta - osiedle domów jednorodzinnych. Sposób powstania wielkiego majątku Towarzystwa Strażnica opisałem w temacie "Jak jest finansowany kolportaż Strażnicy?".



 

Podziel się na mediach społecznościowych